Wierzę w Kościół Chrystusowy
W Kościele rozpoczął się nowy rok duszpasterski pod hasłem „Wierzę w Kościół Chrystusowy”. Tematem przewodnim tego roku jest refleksja nad Kościołem, jego misją oraz umocnienie wiary w Kościół jako wspólnotę wierzących kroczących razem do domu Ojca. Podejmując refleksję nad Kościołem, jako wspólnotą wyznawców Chrystusa, musimy sobie najpierw uświadomić jak wielkie jest niezrozumienie ludzi i błędne spojrzenie na tę bosko-ludzką rzeczywistość. Nawet wypowiedzi ludzi określających siebie jako wierzących świadczą o braku pogłębionej refleksji o Kościele. Oto niektóre cytaty z forów internetowych: „Dla mnie wiara i chodzenie do Kościoła to dwie różne sprawy, które tylko częściowo siebie dotyczą”. „Zraziłam się do księży i instytucji spowiedzi, i poprzestałam na szczerej rozmowie z Bogiem, bez jakichkolwiek pośredników”. „W kościół i jego filozofie i tak nie wierzę, ale za to w Chrystusa jak najbardziej”. Myślenie wyłaniające się z powyższych cytatów, ukazuje totalne niezrozumienie istoty Kościoła. Widać w nim próbę ujęcia wiary na własny sposób np. według modnego dziś powiedzenia: „Chrystus tak, Kościół nie”.
Kościół nie jest instytucją skierowaną tylko na siebie samą, nie jest też prywatną organizacją pozarządową. Nie powinno się także zawęzić spojrzenia na niego wyłącznie do duchownych lub do Watykanu. Kościół jest rzeczywistością o wiele szerszą, która otwiera się na całą ludzkość i która nie rodzi się nagle ani znikąd. Założył go Jezus, ale jest to lud z długą historią; ma za sobą długi okres przygotowania, który rozpoczyna się na długo przed samym Chrystusem.
Tę historię lub „prehistorię” Kościoła znajdziemy już na kartach Starego Testamentu. Według Księgi Rodzaju, Bóg wybrał Abrahama, naszego ojca w wierze, i poprosił go, aby wyszedł, aby opuścił swój rodzinny kraj i udał się do innego kraju, który mu wskaże (por. Rdz 12,1-9). To wezwanie nie dotyczy samego Abrahama, nie jest to jego indywidualne powołanie; Bóg włączył w nie od początku całą jego rodzinę, krewnych i wszystkich, którzy służyli w jego domu. Bóg rozszerza jeszcze ten horyzont i daje Abrahamowi błogosławieństwo, obiecując mu potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak piasek na brzegu morza. Zaczynając od Abrahama, Bóg tworzy lud, aby ten zaniósł błogosławieństwo do wszystkich narodów ziemi. Pośród tego ludu narodził się Jezus.
Abraham i jego ludzie posłuchali wezwania Boga i wyruszyli w drogę, mimo że nie wiedzieli dokładnie, kim jest ten Bóg i gdzie chce ich zaprowadzić. To nie znaczy, że zawsze byli wierni i posłuszni. Od samego początku pojawiały się opory, skupianie się na sobie i na własnych interesach, pojawiały się pokusy by targować się z Bogiem i rozwiązywać różne sprawy na swój własny sposób. Były zdrady i grzechy, które naznaczyły tę wędrówkę ludu w całej historii zbawienia, która jest historią o wierności i niewierności ludu Bożego. Jednak Bóg się nie męczy, On jest cierpliwy i rozkłada w czasie kształtowanie i wychowywanie swego ludu, jak ojciec własnego syna. Taką samą postawę ma Bóg wobec Kościoła, w którym występuje również grzeszny i gorszący czynnik ludzki.