Jak należy rozumieć przykazanie: „Nie pożądaj rzeczy bliźniego swego”?
Jeden z najczęściej popełnianych przez ludzi błędów polega na tym, że uzależniają własne szczęście od ilości posiadanego majątku. Uważają, że pieniądz wszystko może, a skoro jest wszechmocny, to może mi dać również szczęście. Łączy się to z rozumieniem wolności jako możliwości robienia tego, co mi się podoba. Stąd większość ludzi nastawia się na gromadzenie, by dzięki temu móc przeżywać radość wolności używania tego, co dusza zapragnie. Świat, znając ten nienasycony apetyt człowieka na posiadanie, karmi go w najróżniejszy sposób. Cały mechanizm reklamy służy właśnie temu. Rzeczy posiadane nie uszczęśliwiają jednak ludzi, bo często dzielą ich od innych. Ile razy człowiek dostrzeże, że inny ma to, czego on sam nie ma, to wówczas posiadający staje się odległy. Między nim a mną znajduje się jego rzecz, jego bogactwo. Ono dzieli, staje się przeszkodą i ostatecznie uniemożliwia spotkanie serc. A szczęście człowieka nie jest zawarte w posiadaniu rzeczy, lecz w zjednoczeniu serc. To wszystko, co serce oddziela, jest przeszkodą w uszczęśliwianiu.
W tym kontekście należy odczytać przykazanie dziesiąte: „Nie pożądaj żadnej rzeczy, która cudza jest”. Stoi ono na straży ładu serca, w którym może dojść do głosu szereg niskich uczuć wobec drugiego człowieka, tylko z tej racji, że on posiada coś, czego ja nie posiadam. To spojrzenie na drugiego przez to, co on ma, rodzi najpodlejszą z wad, jaką jest zazdrość. Oprócz niej pojawia się chciwość i pragnienie przywłaszczenia sobie tego, co drugi posiada. Tutaj też należy szukać źródeł nienawiści do drugiego.
Bogaci zazwyczaj nie są przez ogół ludzi ani lubiani ani szanowani, nawet gdy są bardzo prawymi ludźmi, bo inni widzą nie ich serca, lecz ich bogactwo. Jest rzeczą znamienną, że bogacz nie może zawrzeć przyjaźni z ubogim, bo ich serca się nie spotkają. Bóg wzywa w dziesiątym przykazaniu Dekalogu do niezatrzymywania się na dobrach posiadanych, ale do spojrzenia na człowieka ponad nimi. Nie jest to wcale ani łatwe ani proste. Nawet przy dużej dojrzałości duchowej oceniamy ludzi przez to co posiadają, jak są ubrani, jakim samochodem jeżdżą, w jakim domu mieszkają. W takich sytuacjach bardzo łatwo o odruch zazdrości i żalu, że my czegoś podobnego nie posiadamy. Człowiek zapomina wtedy, że gdyby on to posiadał, inni będą jemu podobnie zazdrościli – i z tego zamkniętego koła nie ma wyjścia. Tylko Bóg ukazuje właściwe rozwiązanie: „Nie pożądaj! – zostaw każdemu, to co posiada, a ty ciesz się tym, co sam posiadasz.