Katecheza 1 sierpnia 2021

Czy łamanie przepisów drogowych jest grzechem ciężkim?

 

W Polsce każdego roku w wypadkach samochodowych ginie prawie 3 tys. osób. Niestety wielu kierowców lekceważy przepisy ruchu drogowego przez nadmierną prędkość i niezwracanie uwagi na znaki drogowe. Często możemy się spotkać z następującym sposobem myślenia: „Przecież tyle lat prowadzę samochód, a jeszcze nigdy poważnej kolizji nie miałem”. Wydaje się nam, że to nas usprawiedliwia i daje nam sposobność do łamania zasad. Kościół uczy, że nie tylko ten, kto spowoduje wypadek, ponosi odpowiedzialność za jego skutki. Także ten, kto naraża na niebezpieczeństwo życie własne lub cudze, ten również ponosi odpowiedzialność przed Bogiem. Kierowca, który doprowadza się do takiego stanu, że traci panowanie nad swoim pojazdem, dopuszcza się obiektywnie wielkiego przewinienia wobec Boga, chociażby sam czyn nie pociągał za sobą dramatycznych następstw. Dzieje się to m.in. wtedy, gdy kierujący drastycznie łamie przepisy albo używa alkoholu mając świadomość, że będzie prowadził samochód. Potwierdza to Katechizm Kościoła Katolickiego w następujących słowach: Ci, którzy w stanie nietrzeźwym lub na skutek nadmiernego upodobania do szybkości zagrażają bezpieczeństwu drugiego człowieka i swemu własnemu – na drogach, na morzu lub w powietrzu – ponoszą poważną winę (KKK 2290). Nie możemy więc twierdzić, że skoro nic się nie stało po znacznym przekroczeniu prędkości przez nas np. w terenie zabudowanym to nie mamy grzechu. Samo stworzenie zagrożenia jest już grzechem ciężkim, ponieważ naraziliśmy nie tylko swoje, ale także czyjeś życie i zdrowie. Podobnie kierowca, który przejechał trasę pod wpływem alkoholu i nic się nie stało nie może wnioskować, że skoro nie było wypadku, to nie ma odpowiedzialności moralnej przed Bogiem. Samo stwarzanie ryzyka spowodowania wypadku drogowego jest już grzechem bardzo poważnym.

Omawiając to zagadnienie musimy także dodać, że odpowiedzialność moralną za grzech pijaństwa kierowców dzieli jego otoczenie. Trzeba wyraźnie stwierdzić, że namawianie do picia przed przewidywaną jazdą samochodem jest grzechem przeciw bliźniemu, przeciw jego zdrowiu fizycznemu i moralnemu. Warto zwrócić uwagę na istniejące w Polsce swoiste przyzwolenie na prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwym. Kierowcy przyjeżdżają na okazjonalną uroczystość, piją i nikt nie pyta: Jak to? Przyjechałeś autem i pijesz? Rzadko kto reaguje na pijanego kierowcę, który wsiada do samochodu. Zachęcanie i wciąganie do pijaństwa jest pozytywnym i formalnym współdziałaniem w grzechu cudzym. Warto przypomnieć w tym miejscu naukę Kościoła o tzw. grzechach cudzych. Grzech ten jest w zasadzie grzechem bliźniego, ale w pewnych okolicznościach staje się także moim. Jest nim m.in. wtedy, gdy ktoś milczy na grzech bliźniego, kto pozwala na grzech bliźniego, albo też uniewinnia grzech bliźniego. Jeśli więc widzę, że ktoś pod wpływem alkoholu wsiada za kierownice i nie reaguję, popełniam grzech cudzy. Nie mogę się usprawiedliwiać: co mnie to obchodzi? To nie moja sprawa? W ten sposób staję się współodpowiedzialny czyjeś życie i zdrowie. Nie ma wartości ważniejszej na tym świecie.